skip to main |
skip to sidebar
Filozofia mody*
Artykuł ten miał ukazać się w lokalnej prasie, jednak z przyczyn ode mnie niezależnych zamieszczony nie został... Aby więc nie umarł śmiercią naturalną na desktopie notebooka jak dzieje się z większością moich tekstów... po jakże długiej przerwie wklejam na bloga.
Niech żyje ekshibicjonizm.
Banalny
to będzie wstęp, ale nie da się ukryć - moda powraca. Choć przyznam szczerze,
nie wróżę wielkiego come back’u gorsetom, czy żupanom, tak lansowanym w XVII i
XVIII wieku. Nie wydaje mi się też, aby którakolwiek kobieta przekonała się
jeszcze do noszenia olbrzymich jak cyrkowe namioty sukni typu adrienne i dèshabillè (na obszernej łokciowej rogówce?). Ale czy w powszechnej
opinii wypada w ogóle na tematy te schodzić? Poruszać w publicznej debacie? Nie
od dziś przecież wiadomo, że moda jest sprawą błahą i mało istotną. Ba, pewnie
używając modnego dziś na stołecznych salonach słowa, wręcz przaśną. O modzie
odzieżowej, bo o tej mowa, nie wypada mówić. Rzecz gustu. Czasem wręcz odnoszę
wrażenie, że ludzie jakby się jej bali. Na sam tylko dźwięk tego słowa wzdychają
ostentacyjnie, spocone dłonie wkładają do kieszeni, szybko zmieniając temat.
Jednak pomimo złej sławy jaką się cieszy, pozwolę sobie nieco temat ten
przybliżyć. Ponieważ moda tyczy się nas wszystkich w stopniu dużo większym, niż
Jan Kowalski mógłby przypuszczać…
Więcej
niż ubranie?
Modę,
w jej pierwotnym znaczeniu, wynaleziono w XVIII wieku we Francji. Na długo więc
przed pierwszym telefonem, czy krzyżówką panoramiczną. Nie trzeba też chyba
dodawać, że nowe mody rodziły się wyłącznie wśród osobistości dworu
francuskiego i arystokracji, skąd rozprzestrzeniały się na resztę Europy (któż
nie pamięta sławnej sceny z „Pana Tadeusza”, w której to Podkomorzy krytykuje
wszelkie przejawy francuskich mód!). Moda, jako zjawisko socjologiczne
natomiast, to coś więcej aniżeli styl ubierania, ale całe spektrum zjawisk
związanych z ulotnością i zmiennością. Jednak z racji tego, że to ubiór ulega
dziś najczęstszym przemianom (a wręcz sezonowości) to zwykliśmy przemysł
odzieżowy kojarzyć właśnie z jej mechanizmami.
Pytając
statystycznego Polaka o to, czy interesuje się modą i czy zwraca uwagę na to co
ma na sobie, usłyszelibyśmy zapewne odpowiedź przeczącą - że jest to rzecz
niegodna jego uwagi, małostka, nic nieznacząca. Kowalski nie uświadomił sobie
bowiem, że moda zasadza się na dużo bardziej złożonym procesie. Jest niczym
innym jak mechanizmem regulacji społecznej, który przejawia się w tym, że
Kowalski Jan sposobem ubioru stara się naśladować grupę, do której należy, bądź
do której aspiruje. Powtarzając za klasykiem, niemieckim filozofem i
socjologiem, Georgem Simmlem, moda to nic więcej jak chęć dopasowania się do
grupy własnej, a z drugiej strony próba zaspokojenia pragnienia odróżnienia się
od tych, z którymi się nie utożsamiamy. Ujmując rzecz jeszcze prościej, moda to zmiany,
za którymi staramy się nadążyć, aby czuć się akceptowanymi. Nie kończy się
jedynie na wyborze określonej garderoby. Od jej mechanizmów zależy również to,
gdzie Kowalski spędzi wakacje, jaki model lodówki, czy samochodu kupi, po jaką
książkę sięgnie w księgarni i gdzie uda się na obiad. I targany zapewne tymi
dwoma antagonistycznymi pragnieniami, jakimi jest chęć upodobnienia się do
jednych i odróżnienia od drugich, przywdzieje skarpety do sandałów…
Made
in France
Wróćmy
jednak do Francuzów. Bo czymże byłaby moda w swoim dzisiejszym kształcie i
wydaniu, gdyby nie oni? W lansowaniu kolejnych mód i przypisywaniu ubiorowi
przesadnego wręcz znaczenia, odkryli ogromny potencjał. Postawili ubranie na
piedestał, czyniąc konkretne jego modele
obiektem pożądania i marzeń sennych (bo któraż z kobiet choć raz nie śniła o torebce?!).
Pierwsi wielcy projektanci i kreatorzy mody oraz ich pierwsze paryskie butiki,
na zawsze już zapiszą się na kartach historii społecznej XX wieku. Totalnie
zrewolucjonizowali pojęcie współczesnych na temat ubioru, a rozwój
industrializacji tylko ten proces przyśpieszył.
Coco
Chanel ze swoją małą czarną, której pięć minut trwa nieprzerwanie od lat 20.
Christian Dior ze swoim New Lookiem i rozkloszowaną spódnicą do połowy łydki. Z
kolejnymi dekadami moda coraz bardziej się demokratyzowała i spluralizowała. Od
skandalicznie krótkich spódniczek w latach 60, inspirowany ruchem
kontrkulturowym styl hipisowski, aż po androginiczny minimalizm Calvina Kleina
umacniający niezachwianą do dziś pozycję jeansów oraz t-shirt’ów (oraz
męskich bokserek...). Moda dziś to już nie tylko wielkie, często trudne do
wymówienia francuskojęzyczne nazwiska. Rozwój przemysłu lekkiego i inne procesy
związane z modernizacją i demokratyzacją, doprowadziły do jej zupełnego
umasowienia. Z kolei przyśpieszenie mechanizmów dystrybucji, marketingu i
wypuszczania na rynek nowych modeli w coraz krótszych odstępach czasu,
przekształciło modę odzieżową w bardzo dochodowy biznes. Tym samym, skrócił się
okres obowiązywania tego co jest obecnie „na czasie”. I aby nie pozostać w
tyle, czy używając modowej terminologii, być in fashion, nie ma znaczenia, czy Jan Kowalski wybierze butik
znanego projektanta, popularną sieciówkę, second hand, czy jeden z pawilonów na
osiedlowym bazarze.
I ty
możesz zostać trendsetterem...
Ale
kto dziś decyduje o tym, co będzie modne? Czy w czasach, kiedy ubiór przestał
być nośnikiem informacji o zajmowanej pozycji społecznej, a stał się silnie
zindywidualizowany, ktoś jeszcze ma monopol na dyktowanie nam co mamy nosić? Do
niedawna moda, konkretny jej styl, skierowany był do danej grupy wiekowej.
Obecnie tendencja ta zostaje uzależniona do prowadzonego stylu życia. Coraz
mniej do powiedzenia w tych kwestiach mają również największe domy mody,
których rola ogranicza się niemal wyłącznie do lansowania tego, co za modne w
danym sezonie uznają agencje zajmujące się przewidywaniem trendów (prognozujące
je z co najmniej dwuletnim wyprzedzeniem). A te rodzą się wszędzie. Na ulicach
największych światowych metropolii, nie bez kozery nazywanych stolicami mody:
Nowego Jorku, Paryża, Londynu, czy Tokio. O tym co będzie pożądane decydują
dziś nie tylko wielcy kreatorzy, ale także celebryci uznani za ikony stylu,
redaktorzy modowych pism, niszowi projektanci, miejskie subkultury, żądne
rozgłosu dzieci polityków, a także blogerzy z całego świata, którzy na swoich
witrynach zamieszczają zdjęcia prezentujące ich własny styl ubierania. W Polsce
reprezentacja szafiarek , bo tak ochrzczono modowe
blogerki, jest bardzo silna. Jest
ich dziś pewnie co najmniej czterysta.
W
końcu więc moda wyzwoliła się spod dawnych ograniczeń, stając się nie tylko kulturowym
przejawem, ale także źródłem przyjemności i zadowolenia. Obecnie styl ubierania
to nic więcej aniżeli jedna z form ekspresji i wyrażania własnej osobowości.
Jak nigdy wcześniej mamy możliwość nieskrępowanego niczym kreowania swojego
wizerunku, uzależnionego niemal wyłącznie od gustu i prywatnych upodobań.
Pozwala to wierzyć, że mając do dyspozycji taką różnorodność stylów, trendów i
tendencji dostępnych niemal jednocześnie (bo modne jest dziś niemal wszystko)
Jan Kowalski nie ulega ich wpływom całkiem bezkrytycznie.
Chociaż
w dalszym ciągu staramy się nadmiernie nie wyróżniać i podążamy za głosem
tłumu… Pytanie tylko, czy z tych samych co sto lat temu względów?
*Tytuł
przywoływanego eseju Georga Simmla na temat mechanizmów powstawania mody.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz