niedziela, 7 października 2012

Filozofia mody*




Artykuł ten miał ukazać się w lokalnej prasie, jednak z przyczyn ode mnie niezależnych zamieszczony nie został... Aby więc nie umarł śmiercią naturalną na desktopie notebooka jak dzieje się z większością moich tekstów... po jakże długiej przerwie wklejam na bloga. 

Niech żyje ekshibicjonizm.  


Banalny to będzie wstęp, ale nie da się ukryć - moda powraca. Choć przyznam szczerze, nie wróżę wielkiego come back’u gorsetom, czy żupanom, tak lansowanym w XVII i XVIII wieku. Nie wydaje mi się też, aby którakolwiek kobieta przekonała się jeszcze do noszenia olbrzymich jak cyrkowe namioty sukni typu adrienne i dèshabillè (na obszernej łokciowej rogówce?). Ale czy w powszechnej opinii wypada w ogóle na tematy te schodzić? Poruszać w publicznej debacie? Nie od dziś przecież wiadomo, że moda jest sprawą błahą i mało istotną. Ba, pewnie używając modnego dziś na stołecznych salonach słowa, wręcz przaśną. O modzie odzieżowej, bo o tej mowa, nie wypada mówić. Rzecz gustu. Czasem wręcz odnoszę wrażenie, że ludzie jakby się jej bali. Na sam tylko dźwięk tego słowa wzdychają ostentacyjnie, spocone dłonie wkładają do kieszeni, szybko zmieniając temat. Jednak pomimo złej sławy jaką się cieszy, pozwolę sobie nieco temat ten przybliżyć. Ponieważ moda tyczy się nas wszystkich w stopniu dużo większym, niż Jan Kowalski mógłby przypuszczać…

 

Więcej niż ubranie?

Modę, w jej pierwotnym znaczeniu, wynaleziono w XVIII wieku we Francji. Na długo więc przed pierwszym telefonem, czy krzyżówką panoramiczną. Nie trzeba też chyba dodawać, że nowe mody rodziły się wyłącznie wśród osobistości dworu francuskiego i arystokracji, skąd rozprzestrzeniały się na resztę Europy (któż nie pamięta sławnej sceny z „Pana Tadeusza”, w której to Podkomorzy krytykuje wszelkie przejawy francuskich mód!). Moda, jako zjawisko socjologiczne natomiast, to coś więcej aniżeli styl ubierania, ale całe spektrum zjawisk związanych z ulotnością i zmiennością. Jednak z racji tego, że to ubiór ulega dziś najczęstszym przemianom (a wręcz sezonowości) to zwykliśmy przemysł odzieżowy kojarzyć właśnie z jej mechanizmami.

Pytając statystycznego Polaka o to, czy interesuje się modą i czy zwraca uwagę na to co ma na sobie, usłyszelibyśmy zapewne odpowiedź przeczącą - że jest to rzecz niegodna jego uwagi, małostka, nic nieznacząca. Kowalski nie uświadomił sobie bowiem, że moda zasadza się na dużo bardziej złożonym procesie. Jest niczym innym jak mechanizmem regulacji społecznej, który przejawia się w tym, że Kowalski Jan sposobem ubioru stara się naśladować grupę, do której należy, bądź do której aspiruje. Powtarzając za klasykiem, niemieckim filozofem i socjologiem, Georgem Simmlem, moda to nic więcej jak chęć dopasowania się do grupy własnej, a z drugiej strony próba zaspokojenia pragnienia odróżnienia się od tych, z którymi się nie utożsamiamy. Ujmując rzecz jeszcze prościej, moda to zmiany, za którymi staramy się nadążyć, aby czuć się akceptowanymi. Nie kończy się jedynie na wyborze określonej garderoby. Od jej mechanizmów zależy również to, gdzie Kowalski spędzi wakacje, jaki model lodówki, czy samochodu kupi, po jaką książkę sięgnie w księgarni i gdzie uda się na obiad. I targany zapewne tymi dwoma antagonistycznymi pragnieniami, jakimi jest chęć upodobnienia się do jednych i odróżnienia od drugich, przywdzieje skarpety do sandałów…

 

Made in France

Wróćmy jednak do Francuzów. Bo czymże byłaby moda w swoim dzisiejszym kształcie i wydaniu, gdyby nie oni? W lansowaniu kolejnych mód i przypisywaniu ubiorowi przesadnego wręcz znaczenia, odkryli ogromny potencjał. Postawili ubranie na piedestał, czyniąc  konkretne jego modele obiektem pożądania i marzeń sennych (bo któraż z kobiet choć raz nie śniła o torebce?!). Pierwsi wielcy projektanci i kreatorzy mody oraz ich pierwsze paryskie butiki, na zawsze już zapiszą się na kartach historii społecznej XX wieku. Totalnie zrewolucjonizowali pojęcie współczesnych na temat ubioru, a rozwój industrializacji tylko ten proces przyśpieszył.

Coco Chanel ze swoją małą czarną, której pięć minut trwa nieprzerwanie od lat 20. Christian Dior ze swoim New Lookiem i rozkloszowaną spódnicą do połowy łydki. Z kolejnymi dekadami moda coraz bardziej się demokratyzowała i spluralizowała. Od skandalicznie krótkich spódniczek w latach 60, inspirowany ruchem kontrkulturowym styl hipisowski, aż po androginiczny minimalizm Calvina Kleina umacniający niezachwianą do dziś pozycję jeansów oraz t-shirt’ów (oraz męskich bokserek...). Moda dziś to już nie tylko wielkie, często trudne do wymówienia francuskojęzyczne nazwiska. Rozwój przemysłu lekkiego i inne procesy związane z modernizacją i demokratyzacją, doprowadziły do jej zupełnego umasowienia. Z kolei przyśpieszenie mechanizmów dystrybucji, marketingu i wypuszczania na rynek nowych modeli w coraz krótszych odstępach czasu, przekształciło modę odzieżową w bardzo dochodowy biznes. Tym samym, skrócił się okres obowiązywania tego co jest obecnie „na czasie”. I aby nie pozostać w tyle, czy używając modowej terminologii, być in fashion, nie ma znaczenia, czy Jan Kowalski wybierze butik znanego projektanta, popularną sieciówkę, second hand, czy jeden z pawilonów na osiedlowym bazarze.


I ty możesz zostać trendsetterem...

Ale kto dziś decyduje o tym, co będzie modne? Czy w czasach, kiedy ubiór przestał być nośnikiem informacji o zajmowanej pozycji społecznej, a stał się silnie zindywidualizowany, ktoś jeszcze ma monopol na dyktowanie nam co mamy nosić? Do niedawna moda, konkretny jej styl, skierowany był do danej grupy wiekowej. Obecnie tendencja ta zostaje uzależniona do prowadzonego stylu życia. Coraz mniej do powiedzenia w tych kwestiach mają również największe domy mody, których rola ogranicza się niemal wyłącznie do lansowania tego, co za modne w danym sezonie uznają agencje zajmujące się przewidywaniem trendów (prognozujące je z co najmniej dwuletnim wyprzedzeniem). A te rodzą się wszędzie. Na ulicach największych światowych metropolii, nie bez kozery nazywanych stolicami mody: Nowego Jorku, Paryża, Londynu, czy Tokio. O tym co będzie pożądane decydują dziś nie tylko wielcy kreatorzy, ale także celebryci uznani za ikony stylu, redaktorzy modowych pism, niszowi projektanci, miejskie subkultury, żądne rozgłosu dzieci polityków, a także blogerzy z całego świata, którzy na swoich witrynach zamieszczają zdjęcia prezentujące ich własny styl ubierania. W Polsce reprezentacja szafiarek , bo tak ochrzczono modowe blogerki,  jest bardzo silna. Jest ich dziś pewnie co najmniej czterysta.

 

 

W końcu więc moda wyzwoliła się spod dawnych ograniczeń, stając się nie tylko kulturowym przejawem, ale także źródłem przyjemności i zadowolenia. Obecnie styl ubierania to nic więcej aniżeli jedna z form ekspresji i wyrażania własnej osobowości. Jak nigdy wcześniej mamy możliwość nieskrępowanego niczym kreowania swojego wizerunku, uzależnionego niemal wyłącznie od gustu i prywatnych upodobań. Pozwala to wierzyć, że mając do dyspozycji taką różnorodność stylów, trendów i tendencji dostępnych niemal jednocześnie (bo modne jest dziś niemal wszystko) Jan Kowalski nie ulega ich wpływom całkiem bezkrytycznie.

 

Chociaż w dalszym ciągu staramy się nadmiernie nie wyróżniać i podążamy za głosem tłumu… Pytanie tylko, czy z tych samych co sto lat temu względów?

 

 

*Tytuł przywoływanego eseju Georga Simmla na temat mechanizmów powstawania mody.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz