sobota, 9 stycznia 2010

forever gray.



jestem niedostatecznie pochłonięta i zabsorbowana tym co dzieje się obok mnie. życie biegnie, zostawiając mnie daleko w tyle. nie wytrzymuje tempa. nie mam sił udowadniać sobie i innym. za to totalnie zajęta sobą – stwarzaniem problemów na poczekaniu, dopisywaniem kolejnych punktów do listy: nie umiem, nie potrafię, nie jestem w stanie, to mnie przerasta. jak nigdy dotąd przyziemna. ostatnio mam nieodparte wrażenie, że na moim karku siedzi Skrzat, wcale nie lekki, z gatunku zgorzkniałych, z pełnym złości grymasem na twarzy, 45 centymetrów wzrostu, nieświeży oddech, przekrzywiona, zmechacona, bordowa czapka i poplamiona, krzywo zapięta kamizelka. Skrzat standard. i za wszelką cenę stara wmówić mi, że nie warto i że nie ma sensu. czegokolwiek, jakkolwiek, gdziekolwiek. przecież i tak nie wyjdzie. nie ma prawa. szczypie w ramię za każdym razem kiedy odważę się podnieść głowę, czy przyśpieszyć kroku. czapka mu się zsuwa.

czy ktoś mógłby go w końcu ode mnie zabrać?

1 komentarz:

  1. strasznie mi głupio i jeszcze bardziej przykro, żeśmy się w stolicy nie widziały, bardzo bym chciała, byś przyjechała do poznania po sesji, zrobimy sobie weekend nie-z-tego-świata

    OdpowiedzUsuń